Jan Maziejuk, jeden z najstarszych słupskich fotoreporterów wydał swój drugi album fotograficzny. „Dziecko” taki tytuł nosi ten album. Pokazuje obraz dziecka na przestrzeni zawodowych lat Maziejuka.
- Dziecko to bardzo wdzięczny temat do fotografowania – mówi Jan Maziejuk – Przez lata mojej pracy zawsze na fotografii pojawiało się dziecko. Do albumu wybrałem kilkaset zdjęć. Do druku poszło 180 fotografii przedstawiających dziecko w różnych sytuacjach życiowych.
Pierwszy album, który dwa lata temu wydał Maziejuk nosił tytuł „Tak to widziałem”. Znalazły się w nim zdjęcia, którymi fotoreporter pokazał jak widział w czasie swojej pracy Słupsk i Ziemię Słupską. Wiemy, że w planie jest kolejny album tym razem dotyczący rolnictwa. Oba albumy zostały przygotowane przez bydgoskie wydawnictwo „Unigraf” we współpracy ze Starostwem Powiatowym w Słupsku.
Warto jedynie dodać, że 8 listopada o godzinie 17 w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Słupsku odbędzie się spotkanie z Janem Maziejukiem na którym zostanie zaprezentowany jego najnowszy album.
Poniżej rozmowa z Janem Maziejukiem
- Pamięta pan swoje pierwsze zdjęcie?
- Oczywiście ze pamiętam. To była piękna młoda dziewczyna, księgowa, której zdjęcie zrobiłem jeszcze w Kamnicy. Udało mi się nawet ostatnio kupić gdzieś na aukcji aparat fotograficzny, taki sam jakim wtedy robiłem to zdjęcie. Zamieściłem tą fotkę w swoim ostatnim albumie, w którym są zdjęcia z całego mojego zawodowego życia.
- Z tego co wiem, to przygoda z fotografią rozpoczęła się całkowicie przypadkowo?
- Faktycznie w 56 roku przyjechałem na Pomorze, dokładniej do Miasta w poszukiwaniu pracy. Pamiętam jeszcze jak przez pierwsze dni błąkałem się po mieście bez pracy i dachu nad głową. Udałem się więc do pobliskiego PGR. Zaproponowano mi pracę przy wyrzucaniu obornika na pryzmy. Tyle dobrego, że dostałem jeść i nowe ubranie. Wytrzymałem tylko kilka godzin. Poszedłem do innej miejscowości, do kolejnego PGR. Tu już pracowałem jako kierowca. Wytrzymałem ponad trzy miesiące. Wtedy uśmiechnął się do mnie los i spotkałem dawną znajomą z rodzinnych stron. Była w kadrze kierowniczej zakładu i zaproponowała mi pracę kulturalno-oświatowego. Jednym z obowiązków, które miałem wykonywać była dokumentacja fotograficzna wydarzeń odbywających się w PGR. Tak się zaczęła moja przygoda z fotografią. W swoim życiu robiłem wiele rzeczy, pracowałem jako kierowca, jako mechanik, mistrz w fabryce obuwia i rękawiczek. Zawsze jednak miałem przy sobie aparat i zawsze robiłem zdjęcia. Myślę, że w samych negatywach mam ponad 20 tysięcy zdjęć, choć przyznam się, że może być ich o wiele więcej.
- Słyszałem jednak, że był czas, kiedy zajął się pan filmem, a nie fotografią? Długo trwała ta przygoda?
- Pod koniec lat sześćdziesiątych kupiłem małą, amatorską kamerę filmową. Zrobiłem nią około 30 filmów, które z resztą do tej pory mam w domu. Przestałem zajmować się filmem, bo na wywoływanie kliszy filmowej czekało się wtedy około 7-do 8 miesięcy. To było dla mnie o wiele za długo. Ja chciałem już teraz na miejscu widzieć efekty swojej pracy. Dlatego zostałem przy fotografii.
- Dzisiejsza fotografia jest całkiem inna od tej sprzed 30 lat. Na czym polega różnica?
- Tu nie chodzi tak na prawdę o fotografię ale o społeczeństwo. Kiedyś ludzie byli bardziej otwarci, chętni do mówienia, opowiadania o sobie, pokazywania się. Nie bali się obiektywu, tym bardziej, że było to dla nich coś nowego. Dzisiaj ludzie ciągle się spieszą, nie mają na nic czasu. Poza tym dzisiaj każdy może robić zdjęcia, bo jest nieograniczony dostęp do sprzętu. Teraz nawet jak bym bardzo chciał, nie uda mi się zrobić takich zdjęć jak kiedyś. To już całkiem inny świat.
- Ale fotografuje pan aparatem cyfrowym. Analogowa fotografia poszła już w zapomnienie?
- To, że pracuję cyfrówką podyktowane jest tylko i wyłącznie ekonomią. Wywoływanie filmów, negatywy, to wszystko kosztuje. Do cyfry wystarczy kupić tylko kartę pamięci i można zrobić kilka tysięcy zdjęć. Przyznaję jednak, że zdjęcia cyfrowe nie mają duszy. Są płaskie, bez trzeciego wymiaru. Bez takiej swoistej głębi, którą można było zobaczyć w zdjęciach analogowych. Czasami jeszcze pracuję negatywem, ale bardzo rzadko.
- Żałuje pan jakiegoś ujęcia, którego nie udało się sfotografować?
- Myślę, że całej mojej pracy było dużo takich ujęć. Ale opowiem o jednym z ubiegłego roku. Na spacerze w lesie widziałem jak jastrząb porywa młodego zająca. Miałem przy sobie aparat gotowy do zdjęć. Zamiast tego jednak postanowiłem pobiec i uratować tego zająca. Udało się i jastrząb porzucił swoją ofiarę. Nie zrobiłem jednak żadnego zdjęcia i czuję, że nigdy więcej na takie ujęcie nie trafię. Nie żałuję jednak tej decyzji.
W tym roku zmieni się kierunek ruchu na ulicy Marynarki Polskiej. Część mieszkańców chce bowiem, aby ulicą można było dojechać do morza. Urzędnicy przed podjęciem decyzji chcą jednak zapoznać się z opinią specjalistów od planowania ruchu drogowego.